W Algierze na rowerze? Nie na hulajnodze :-)

…Czym jeszcze zaskoczę? Jemen. Nie bądź taki Czesław Niemen. Izrael, jaki cel ma Holandia szuflandia albo Oman, nie bądź pan taki kurwa lekoman, w Algierze na rowerze, do Rumunii, udzielą mu pierwszej komunii…

Fragment tekstu piosenki WWOHalabardy” jakby idealnie wpisuje się w nasze ostanie destynacje oraz kolejne plany i marzenia.
Do Jemenu pojedziemy – zaskakując czytelników ;-). Holandia i Rumunia zapewne już niedługo.
W Omanie byliśmy w zeszłym roku, natomiast kilka dni temu powróciliśmy z Algieru.

Zawirowania wokół tegorocznej wyprawy były ogromne i w obecnej sytuacji cieszę się, że pojechałem do Algierii chociaż na te kilka dni, mając jednocześnie lekkie wyrzuty sumienia. Niemniej jednak posiadając wbitą w paszporcie wizę turystyczną, odłożone pieniądze, skompletowany ekwipunek i rozdarte myśli zdecydowałem się po raz ostatni przebukować zakupione niemal przed rokiem bilety lotnicze i za dodatkową opłatą około 800 zł ostatecznie zmieniłem rejs na Warszawa-Rzym-Algier i nazad. Łączny koszt biletów: ponad 900 zł bilet w pierwotnym terminie na trasie Berlin-Rzym-Algier, pierwsze przebukowanie, zmiana terminu na tej samej trasie około 380 zł oraz ostatnie przebukowanie jak wyżej. Razem sporo ponad 2000 tys. co jest ceną zabójcza jak na tą destynację. Ale cóż czasem
w życiu człowieka słowo: „to tylko pieniądze” nabiera prawdziwego wymiaru.

Do Algieru dotarłem wraz z Alicją dokładnie o północy. Na lotnisku czekały nas drobne formalności i niezbyt trudna papierologia – kontrola paszportowa, wypełnianie karteczki meldunkowej i krótki wywiad po co przyjechaliśmy do Algierii? Skoro to nie jest najbezpieczniejsze miejsce na świecie.
Skoro nie jest po dlaczego Pan tu pracuje? Pytanie nasunęło mi się automatycznie na myśl.
Po odprawie wyszedłem zapalić papierosa przed terminal i powoli rozpocząłem skręcanie hulajnogi. Przybyliśmy zaledwie na 6 dni, więc w plecaku mieliśmy hulajnogę, kosmetyczkę i bieliznę. Wcześniej korzystając z darmowego wi-fi w Rzymie wysłałem zapytanie do członka grupy Algieria z Couchsurfingu, który w odpowiedzi obiecał mi darmowy nocleg w stolicy. Co ciekawe na lotnisku w Algierze wi-fi kosztuje 200 dinarów (około 8 złotych) za godzinę. Spokojnie skręcając hulajnogę oczekiwałem Mohameda, który pojawił się po kilku minutach
i zaprosił do swojego samochodu. Mieszkał niedaleko lotniska, więc nawet nie mieliśmy okazji dłużej porozmawiać. Zapytał czy będę podróżować w Algierze na rowerze? 😀 Poinformował ponadto mnie, że o 6 rano jest śniadania a następnie jedziemy pograć w tenisa ziemnego, jeśli mam ochotę? Lubię pierwszy poranek w nowym miejscu a szczególnie na nowym kontynencie. Wówczas nie mam pojęcia przez pierwsze kilka sekund – gdzie jestem? Co tutaj robię? I dlaczego kiedyś będę musiał stąd wyjechać?
Rano obudził nas Ali – najmłodszy syn Mahomeda i zaprosił na przepyszne śniadanie we francuskim stylu – croissant, mleko i dżem. Podczas posiłku zapoznałem się z całą rodziną mojego „hosta” żoną i dwójką pozostałych dzieci. Ostatecznie postanowiłem z samego rana samotnie wyruszyć hulajnogą na penetrację Algieru. Onieśmielony i lekko przestraszony złą sławą Algierii powoli odpychałem się hulajnogą do przodu, aby zapewnić bezpieczeństwo Alicji schowałem ją głęboko do plecaka. Jednak z czasem przekonałem się, że Algier jest nam przyjazny, ludzie zaczepiali mnie pozdrawiając i życząc udanej podróży.

20150101_135210 20160205_111341Algier to bardzo klimatyczne i przyjazne nam miasto jak się szybko okazało.

Z każdą minutą nabierałem więcej pewności siebie odwiedzając nowe zakamarki stolicy. W końcu tak się rozbestwiłem, że pojechałem do starej arabskiej dzielnicy Kasbah, gdzie większość Algierczyków z którymi wcześniej rozmawiałem absolutnie mi odradzali. Podobne zdanie ma również polski MSZ oraz Ambasada RP w Algierze:

W stolicy kraju, Algierze, istnieje zagrożenie przestępczością pospolitą (kradzieże, rozboje), ale nie odbiega ono znacząco od zagrożeń w dużych europejskich miastach. Zaleca się zachowanie standardowych środków bezpieczeństwa. Stolica kraju jest miastem, po którym turyści mogą poruszać się samodzielnie. Jedyną dzielnicą, do której nie należy udawać się bez ochrony jest Kasbah – stare miasto – za względu na zwiększone zagrożenie przestępczością pospolitą.
źródło: https://polakzagranica.msz.gov.pl/Algierska,Republika,Ludowo-Demokratyczna,DZA.html

Aczkolwiek pomyślałem sobie, że wszelacy nicponie, hultaje i chuligani pękną ze śmiechu, kiedy zobaczą dwumetrowego białego człowiek na hulajnodze z misiem w plecaku i nie będą chcieli mnie zaatakować. Pomyliłem się, ponieważ już na samym początku starego miasta stoczyłem zażarty pojedynek, ponieważ jedne z Algierczyków próbował wyrwać mi z rąk hulajnogę. Obroniłem się powiedziałem mu francusku w sposób niezwykle niekulturalny: „spadaj” więcej incydentów już nie odnotowałem. Dalej było już tylko pozytywnie, nawet „Stary Ali” podobnie jak Kazimierza Nowaka w miejscowości Uargla (historia opisana w książce Łukasza Wierzbickiego „Afryka Kazika”) poczęstował mnie słodkim daktylem. Drugiego dostałem dla Alicji, która nie jest wymagająca i nie zjadła. Mój misiek, różni się od kobiety tym, że nie potrzebuje bywać we wykwintnych restauracjach, jednak jak każda kobieta ma ochotę na egzotyczne podróże, dlatego w Algierii czuła się zadowolona. Nawet opaliła się nieco podczas pobytu.

20160206_104229

20160206_102322

20160206_104313Stare miasto „Kazbah” – piękne, klimatyczne, niebezpieczne i odradzane przez nasz MSZ.

Po zjedzeniu daktyla poczułem się przez chwilę jak w raju zapominając o otaczającym mnie świecie. Słodki daktyl, zadziałał na mnie jak narkotyk, otrzymałem zastrzyk energii. Jeździłem hulajnogą do samego wieczora pomiędzy pięknymi białymi domami Algieru spotykając na swojej drodze jedynie przemiłych ludzi. A o 21 zgodnie z zaleceniami Mohameda powróciłem do domu, mój nowy znajomy przestrzegł mnie przed samotnym przybywaniem poza domem po 22 – cóż to w końcu Afryka, pomyślałem. W zeszłym roku podczas festiwalu podróżniczego: Zielone Globy w Zielonej Górze jeden z uczestników mieszkający na Madagaskarze, opowiadał mi że po 22 robi się w całej Afryce niebezpiecznie.

Wieczór spędziliśmy rodzinnie na rozmowach – obejrzałem zdjęcia z wyprawy Mohameda na Saharę, dowiedziałem się kilku ciekawostek o życiu w Algierii a sam opowiedziałem domownikom o mojej zeszłorocznej wyprawie do Omanu oraz o planach założenia Stowarzyszenia Przyjaciół Hulajnogi. Cała rodzina znała doskonale język angielski, francuski i arabski. W celach pedagogicznych w domu rozmawiali po angielsku, w szkole i urzędach po francusku a „na podwórku” po arabsku. Czułem się przy nich mocno niedokształcony, próbując swoim łamanym angielskim i jeszcze gorszym francuskim zrelacjonować przygody, które spotkały mnie na Półwyspie Arabskim.

Następnego dnia pojechałem z Mohamedem pograć w tenisa – dzisiaj była sobota, czyli drugi dzień weekendu. Weekend w krajach islamskich zazwyczaj trwa w piątek i sobotę, jednak ciekawostka jest że w Algierii do niedawna był on w czwartek i piątek. Jednak ekonomicznie kraj tracił dużo na kontaktach z Europą (kompletnie inne terminy weekendów dawały łącznie cztery dni wolne od kontaktów na linii np. Francja-Algieria) i rząd algierski zdecydował się przesunąć weekend o jeden dzień. Po krótkiej partyjce tenisa ziemnego, która sromotnie przegrałem wsiadłem ponownie na hulajnogę i pojechałem odkrywać nowe zakamarki miasta będąc mile zaskoczonym.

20160205_112152Na tym korcie doznałem sromotnej porażki w meczu Algieria-Polska.

Algier to naprawdę zadbane miasto, które przypadło mi do gustu. Jeździłem w centrum tak długo, że w drodze powrotnej do mieszkania Mohameda musiałem wspomóc się tramwajem, podróżując oczywiście bez biletu. Piszę oczywiście, ponieważ w mojej małej wiosce w sercu Puszczy Noteckiej nie ma naturalnie tramwajów, autobusów czy trolejbusów.

20160206_120258Algier jest miastem czystym i zadbanym – inaczej wyobrażałem sobie afrykańską stolicę.

Pech chciał, że w Algierze natrafiłem na kontrolę biletów – siedmiu facetów mojego wzrostu, z tym że dwa razy szerszych w barach i nieskromnie napiszę – zdecydowanie mniej przystojnych ode mnie. Kiedy zostałem zapytany o bilet od razu podałem paszport, spodziewałem się biletu kredytowego. Ale kanar zażądał ode mnie 200 dinarów łapówki (około 8 złotych). Dałem cały tysiąc ponieważ nie bardzo potrafię sprawnie operować cyframi po francusku i nie zrozumiałem jego słów. On zabrał tysiaka i poklei próbował rozmienić pieniądze, ale że nikt z pasażerów akurat nie miał drobnych, oddał mi pieniądze i wkurzony machnął na mnie ręką. Odczytałem z jego myśli popularna w Polsce frazę: „idź pan w…”. Zastanawiam się do dziś czy naprawdę nikt nie miał? Czy może spotkałem się z solidarną postawą Algierczyków?  Nie wiem, szyderczo uśmiechnąłem się do Alicji, kochana znowu się udało :-). Uśmiech mój zmienił się jednak w odwróconą podkowę, kiedy stojący obok mnie gapowicz Algierczyk został wyciągnięty z autobusu za jazdę bez biletu i srogo przekopany przez „konduktorów”. Nie wiem jak potoczyły się jego losy, tramwaj pojechał a facet nadal zbierał oklep. Niecodzienna dla mnie i Alicji sytuacja pozostawiła pozostałych pasażerów niewzruszonych.
Wniosek z tego taki, że w Algierze jak najbardziej za darmo można podróżować a przynajmniej do czasu kiedy twarz wytrzyma.

20160205_080619Zastanów się dobrze podróżniku ile treningów boksu opuściłeś z lenistwa, zanim opuścisz algierski przystanek tramwajowy? Wchodząc do jego wnętrz?

Pożegnałem się z Mohamedem dziękując za gościną i udałem się na dworzec kolejowy, aby pojechać pociągiem do oddalonego około 500 km Oranu. Co ciekawe pociąg ten dystans miał pokonać zaledwie w cztery godziny i kosztował 1020 dinarów (około 40 złotych). Wchodzący na dworzec pasażerowi byli dokładnie sprawdzani i musieli oddać bagaże do skanowania.

20160206_144155Pociąg szybki, pomimo że wagony identyczne jak w Polsce 😉

Według moich późniejszych obserwacji mogę napisać, że Północna Algieria jest względnie bezpieczna. ale z pewnością wpływ na to mają liczne checkpointy, partole policji i wojska, które pilnują panującego tutaj spokoju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s