Plażowanie nad morzem, którego nie ma – Kartka z podróży. Pamirski Trakt 2012 r.

Jezioro Aralskie wśród miejscowej ludności nazywane jest morzem ze względu na swoje dawne rozmiary. Niegdyś pełne rybnego bogactwa, dzisiaj przypomina step porośnięty ubogą roślinnością trawiastą. Pod nogami nielicznie pojawiających się turystów trzaskają wysuszone do granic możliwości muszelki, a w wyjałowionej glebie tkwią wraki statków, które niegdyś były dumą portowego miasta Mujnak. Dzisiaj są smutną pamiątką rządów Sowietów i żywym dowodem jednej z największych tragedii ekologicznych naszej planety. To właśnie na terenach Kazachstanui Uzbekistanu (dawniej Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich) człowiek pokazał jak wiele jest w stanie wyrządzić krzywdy naturze.

DSCN0156

Głośno mówię mała patrz, cywilizowany świat.

Z okna autobusu relacji Buchara – Nukus spoglądam pełen żalu, a jednocześnie lekko poirytowany w stronę pogranicza turkmeńskiego. Turkmenistan jest krajem do którego już od dwóch lat staram się o wizę. Niestety bezskutecznie. To kraj mało przyjazny i zamknięty dla turystów podróżujących samotnie. Nie bez powodu często wielu plecakowców czy azjofilów nazywa go Koreą Północną Azji Średniej. Ja jednak nie ustępuje i wkrótce ponownie zamierzam nawiedzić najbliższy Konsulat Republiki Turkmenistanu w Mińsku.

Obraz1

Plecakowiec – spotkasz go na poboczu drogi,
z daleka przypomina Ślimaka winniczka,  weganin i pacyfista, prawdopodobnie blooger lub publicysta, poczujesz go za nim zobaczysz (www.kwejk.pl, data wgląd: 26.10.2012 r.)

Szczęśliwie niewiele tutaj czasu na refleksję. O ile mój współtowarzysz podróży lekko przysypia, to moje marzenia o odległej o zaledwie 2 km Turkmenii przerywają ciekawscy Uzbecy zadając przeróżne pytania. Chcą wiedzieć: ile mam lat? Gdzie pracuje? Czy mam żonę i dzieci? Trafiają się także śmieszne pytania: Czy Ameryka od Polski daleko? Niektórzy pytają: Czy lepiej wam się żyło kiedy Polska należała do Związku Sowieckiego czy teraz? – Przecież Polska nigdy nie należała do ZSRR, psia krew! – odpowiadam ze złością.

Gdy po przeszło dwudziestu godzinach podróży urozmaiconej spoufalaniem się
z miejscową ludnością, dotarliśmy do Nukusu, czułem się nieco jak nauczycielka nauczania wczesnoszkolnego z 35-letnim stażem – mój głos był poważnie nadwyrężony. W kieszeniach szortów miałem poupychane karteczki z imionami, adresami i numerami telefonów nieomal wszystkich podróżnych łącznie z kierowcą. Niektórzy serdecznie zapraszali nas w gości do swoich domów, a w trakcie jazdy ochoczo częstowali rozmaitościami gastronomicznymi Azji oraz wysokoprocentowym alkoholem. Niezwykle sympatyczny plantator bawełny Najibullo zapewniał, że jeśli tylko zechcemy odwiedzić jego dom, utłucze największego barana spośród swojego skromnego stada.

Dla kogoś, kto wyrósł w dość bezbarwnej kulturze zachodu, gościnność ludzi ze wschodu, ich otwartość i umiejętność cieszenia się z pozornie błahych spraw jest zadziwiająca. Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy spacerując po tadżycko-afgańskim pograniczu (rzekomo zaminowanym) zostałem zaproszony przez mieszkającą nieopodal kobietę na obiad. Mieszkała wraz z rodziną w niewielkiej lepiance. Wraz z gospodynią zjedliśmy miskę rosołu, a jej wnuk dostał do ogryzienia pozostawione po naszej uczcie kości z kurczaka. Początkowo ze smutniałem, ale potem zdałem sobie sprawę, że w głębi duszy Ci ludzie są bardziej szczęśliwi ode mnie, bo potrafią cieszyć się z tego co mi zostało już odebrane przez gromko okrzyknięty rozwój cywilizacyjny. Siedzieliśmy tak do wieczora popijając filiżanka za filiżanką zielony czaj. Przyglądając się szczerym i życzliwym ludziom ze wschodu zdałem sobie sprawę jak bardzo pragnę być podobnym do nich. Równocześnie dotarło do mnie, że  nasz podobno cywilizowany europejski świat, w rzeczywistości jest ograniczony przez nieustanne powinności, zobowiązania oraz nieustanny pęd czasu.

Wymarłe miasteczko na końcu świata

Opuszczamy  Nukusu i pogrążając się w ciężkiej, rozgrzanej, dusznej martwocie  jedziemy do miasteczka Mujnak. Naszym środkiem transportu jest marszrutka  (popularny we wszystkich krajach byłego ZSRR minibus). Nieco zmęczeni całonocną podróżą i brataniem się z miejscowymi, usiedliśmy na znajdującej się z tyłu stercie arbuzów i ucięliśmy sobie regeneracyjną drzemkę. Po przeszło pięciu godzinach kierowca budzi nas i oznajmia, że jesteśmy na miejscu. Mujnak na pierwszy rzut oka przypomina wymarłe miasteczko na końcu świata. Mieści się tutaj kilkadziesiąt niemalże jednakowych glinianych domków, Muzeum Jeziora Aralskiego, dom kultury i kilka sklepików. Tutejszy folklor może wydawać się nieco przygnębiający, głównie poprzez wypaloną przez słońce roślinność, ciężko tutaj o kolory porównywalny z środkowopolskim lasem.

DSCN0136

W Mujnaku hotel jest tylko jeden więc właściciel zdaje sobie sprawę jaką ma przewagę nad obcokrajowcami. Najczęściej w jego monopolową pułapkę wpadają turyści nie mówiący po rosyjsku. Z nami poszło mu chyba nieco trudniej:

dajcie 50 tys. uzbeckich Somów za noc od osoby

– Ile? Czy Wy jesteście poważni? Przecież po czarnorynkowym kursie to około
17 amerykańskich dolarów.

płacicie czy nie?

– jesteśmy studentami? Nie pracujemy? Rodzice wzięli kredyt na naszą wyprawę, prawdopodobnie jesteśmy w Waszym cudownym kraju pierwszy i ostatni raz.

Targowaliśmy się z nim około 3 godzin. Facet był na tyle przebiegły, że mówił cenę potem wychodził z recepcji (o ile tak można nazwać ławkę szkolną przy pozbawionej tynku ścianie)
i wracał po pół godziny z kolejną nieco niższą propozycją. Ale w końcu udało się za dwie noce od osoby zapłaciliśmy około 15 $. Cena ta był całkiem niezła nasz budżet niby wynosił 20$ dziennie ale w związku, ze poprzednie dwie doby spędziliśmy w trasie musieliśmy nieco zacisnąć pasa aby zregenerować środki.

Zameldowanie w hotelu było dla nas niezmiernie ważne, gdyż według tutejszego prawa cudzoziemcy, mimo wcześniej wykupionej wizy oraz vouchera turystycznego, nie mogą  podróżować swobodnie po kraju bez udokumentowanego rejestracją pobytu. Meldunek taki, zwany registracją to często nieduży świstek z nazwą hotelu, lub bilet na pociąg. Jednakże jego brak może spowodować duże kłopoty przy wyjeździe z kraju oraz absurdalnie wysokie kary finansowe.

Zostawiliśmy bagaże i poszliśmy zwiedzić miasteczko, a przede wszystkim obejrzeć wraki statków, które pozostały na wyschniętym jeziorze.

Taksówkarze i cinkciarze

Kolejnym z dziwactw Uzbekistanu są dwa kursy wymiany zagranicznej waluty. I tak na czarnym rynku za jednego dolara amerykańskiego otrzymamy około 2800 uzbeckich somów, natomiast w banku niespełna 2000. Cinkciarzem tutaj jest niemal każdy mieszkaniec ekspedienta w sklepie, emerytowany milicjant, starsza pani czekająca na autobus czy samozwańczy taksówkarz. Ponadto ciekawostką jest że prawie każdy nawet najmniejszy kiosk w tym kraju posiada terminal do płacenia kartą płatnicza. Państwo rzekomo 50% pensji wypłaca w gotowce, a drugą połowę w wirtualnej walucie, której nie można swobodnie wypłacić z bankomatu. Jest to nieco problematyczne ponieważ pomimo w pełni rozwiniętego kapitalizmu w sklepach ceny są sporo droższe niż na popularnych azjatyckich bazarach.

Bawełniany raj

Miasteczko Mujnak, było niegdyś jednym z najważniejszych portów rybackich Azji Centralnej. Dziś pozbawiona dawnego blasku wioska leży aż 150 km od morza. Jak do tego doszło? Otóż niedługo po Rewolucji Październikowej sowieckie władze zadecydowały, że ubogie w zasoby wodne ziemie Uzbeckiej oraz Kazachskiej SRR nadają się pod największą na świecie plantację bawełny. Założone tutaj uprawy miały stać się głównym produktem eksportowym tych republik i poprawić ich kondycję ekonomiczną. Po wcieleniu tego pomysłu w życie szybko okazało się, że doszło do gigantycznej katastrofy ekologicznej.

Sieć nawadniającą bawełniane pola została zbudowana na rzekach Amu-darii i Syr-darii do tej pory należące do zlewni Morza Aralskiego. Poziom morza drastycznie opadał. W latach 60 było to czwarte pod względem wielkości jezioro na Ziemi i zajmowało powierzchnię 68,5 tys km2 do roku 2009 jego powierzchnia zmniejszyła się o 80% i wynosiła niewiele ponad 13 tys. km2.

Ponadto koszmar ekologiczny mieszkańców nasilił się kiedy ze względu na drastycznie szybki ubytek wody znajdująca się na nim Wyspa Odrodzenia w 2000 r. przestała już być wyspą. W czasach ZSRR mieścił się tajemniczy poligon doświadczalny broni biologicznej. Istnieje hipoteza, że tragedia mieszkańców Kazachstanu i Uzbekistanu dopiero się rozpoczyna. Różnorodne niezbadane bakterie roznoszone przez wiatr, zwierzęta, ludzi mogą stać się zagładą dla ludności byłych republik sowieckich.

Cmentarzysko wraków

Dość długo szliśmy w głąb jeziora, które właściwie było ogromną, nieosiągalną dla objęcia  wzrokiem pustynią, którą tworzyły muszelki i inne pozostałości jego dna. Nagle  „gdzie pośrodku niczego” wyłoniła się pamiątka poprzedniej epoki w postaci zardzewiałego kadłuba statku. Wrażenie było niesamowite. Po chwili wiedziałem, że jest to dokładnie tego rodzaju miejsce, jakich szukam w swych wyprawach. Zastrzyk energii jaki dostałem spowodował, że kolejne kilkaset metrów dzielące mnie od kolejnych wraków pokonywałem sprintem, przy 45 stopniowym upale. Stare łajby przyprawiały mnie o dreszcze, były bardzo duże, chodź ich stan nie pozwalał na swobodne zwiedzać. Zardzewiała blacha kruszyła się pod nogami, więc karmiłem swój wzrok z patrząc z ziemi. Miałem troszkę szczęścia, gdyż udało mi się znaleźć fragment starej sieci rybackiej typu drgawica.

DSCN0180

Zrobiło się późno, więc postanowiliśmy wrócić z powrotem do miasta. Po drodze spotkaliśmy mężczyznę, który przeszło pół roku spędził w Polsce. Opowiadał, że służył w Gdyni i ma bardzo dobre wspomnienia z naszego kraju.

Pytaliśmy, czy mieszkańcy  pamiętają czasy,  kiedy tutaj była woda?

– Oczywiście – odpowiedział – kąpaliśmy się razem z braćmi w Morzu Aralskim. Kiedyś Mujnak, był miastem portowym takim jak Gdynia .A te stare, dziś już  zardzewiałe kutry i statki, były naszą dumą i dawały nam utrzymanie. Znajdował się tutaj również największy w Związku Sowieckim rybny kombinat, który zatrudniał tysiące osób

Zerknąłem na kolegę. Jutro tam pójdziemy –  to pewne, tym razem rozumiemy się bez słów.

Oni nie pamiętają wody – kontynuował nasz rozmówca wskazując na grupkę dzieci przechodzących obok nas. Wiem, że aktualnie są plany hydrologiczne, które przywrócą wodę w te rejony. Być może za jakiś czas Mujnak znów stanie się tętniącym życiem miastem, a my przestaniemy być krajem odciętym od morza.

Uzbekistan jest jednym z nielicznych na Ziemi państw podwójnie odciętym od morza, oznacza to że także żadne z sąsiadujących państw nie posiada dostępu do morza)

Uczone są łososie w pomidorowym sosie

O świcie wybraliśmy się na poszukiwanie nieczynnej od przeszło 50-lat fabryki produkującej konserwy rybne.  Po kilkunastu minutach dotarliśmy do w połowie uchylonej bramy wjazdowej. Weszliśmy do środka, a  ogromy plac fabryki początkowo wywołał u mnie skok adrenaliny i towarzyszącemu podróżą podniecenia. Pusto, okna pozabijane dechami, zewsząd wieje zniszczeniem i grozą, tylko  gdzieniegdzie pasą się kozy.

IMG_3916fot. Karol Fryta

Po kilku nieudanych próbach rozbrojenia okna w końcu dostajemy się do środka. To co zobaczyliśmy w środku przerosło nasze oczekiwania. Fabryka wyglądała jak gdyby dopiero przed chwilą opuścili ją  pracownicy. Całe linie produkcyjne, kotły grzewcze, fiolki z cieczą, zapakowane nowe maski gazowe i sterty puszek witały nas w każdym pomieszczeniu. W nasze ręce wpadły również podpisane listy obecności pracowników. Na ścianach królowały portrety dawnych decydentów ZSSR, a centralnym miejscu stały statuetki Lenina. Znaleźliśmy dziesiątki zamkniętych hermetycznie puszek po rybach z napisem: Łosoś w sosie pomidorowym. Ministerstwo rybnego przemysłu ZSRR, Rybny Kombinat, Miasto Mujnak, rok 1955, cena: 58 kopiejek.

Opuszczamy miasto. Trudno opisać wrażenia jakie towarzyszyły mi w tym niezwykłym miejscu.  Wiem jednak, że jedni ludzie zadali gwałt naturze, a życie innych, niczemu niewinnych ludzi drastycznie zostało zmienione. Wielu spotkanych Uzbeków otwarcie mówi, że najlepsze czasy już za nimi. Że w czasie sowieckiego sojuszu mieli pieniądze, chleb
i ruble, a teraz czekają już tylko na  powrót upragnionej wody.

Mujnak było wspaniałą przygodą, ale także smutnym dowodem tragedii ekologicznej. Każdemu podróżnikowi radzę aby zadał sobie trud dotarcia tutaj, gdyż będzie to Uzbekistan inny niż znany z antycznych miast Jedwabnego Szlaku.

DSCN0211

DSCN0200

2 uwagi do wpisu “Plażowanie nad morzem, którego nie ma – Kartka z podróży. Pamirski Trakt 2012 r.

  1. Parę lat temu zaczęłam grać w Syberię i bodajże w drugiej części akcja toczy się właśnie nad wyschniętym jeziorem na którym stało mnóstwo porzuconych i zardzewiałych kutrów rybackich, a miasto nazwane było Aralbad. Dzięki Tobie już teraz wiem, że to miejsce istnieje na prawdę a nie jest jedynie wymyśloną krainą:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s