W drodze do Afryki

Afryka przede wszystkim subsaharyjska, przynajmniej według mnie, charakteryzuje się specyficznym oddziaływaniem na niektórych ludzi, które można porównać z przyciąganiem przez magnez żelaza i kobaltu. Na mnie zadziałała już kolejny raz, dlatego dzisiaj wybieram się za aż za afrykański równik.
Bilet kupiłem w zeszły czwartek, wyjazd niby spontaniczny, a jednak cały rok myślenia o Afryce zrobił swoje, może dlatego czuję się spokojny i przygotowany. W zeszłym roku wspiąłem się na wierzchołek własnego Kilimandżaro, okrążając Jezioro Niasa (Malawi). Tego roku planuję pohulać inaczej, nieśpiesznie pośród ludzi, jeśli szczęście dopisze pośród interesujących plemion Angoli. Chciałbym gdzieś spędzić Święta Wielkiej Nocy pośród ludzi. Może przy misyjnym ognisku, może właśnie wśród plemion.

Nie odmówiłem udziału podczas wycieczki hulajnodze. Jednoślad towarzyszy mi w codziennym życiu, traktuję ją jako ważny środek lokomocji, który wykorzystuje podczas drogi do sklepu, pracy lub na działkę.
Wyląduję w Zimbabwe (Victoria Falls), skąd będę się starał, pohulać aż do Angoli. Alternatywnych dróg jest kilka, można przez Zambię, Botswanę i Namibię. Można próbować tylko przez Zambię drogą w okolicy Demokratycznej Republiki Konga. Czasu mam sporo (ponad miesiąc), więc mogę pozostać elastycznym na zmiany i modyfikację. Pomysł na wyjazd podsunęły mi zapiski dotyczące przypuszczalnego toku myślenia znanego odkrywcy Afryki, Davida Livingstone. Doktor prawdopodobnie twierdził, że Wodospady Wiktorii zlokalizowane są na rzece Kongo, nie jak obecnie się uznaje na rzece Zambezi. Jeżeli wszystko ułoży się pomyślnie, może w jednej podróży uda się rzucić okiem na wodospady oraz deltę rzeki Kongo. Po drodze lub raczej przy drodze mam nadzieję na dobre spotkania z ludźmi, zwierzętami i elementami przyrody nieożywionej. Oczywiście w podróż jedzie również pluszowa wilczyca Lupi. Maskotka jest nie tylko wiernym kompanem podróży. Jest również środkiem dydaktycznym, podczas osnutych przeze mnie opowieści o życiu wilków. Uważam, że Afrykanie podobnie jak ja lubią egzotykę, przecież podczas rozmów, trudno o bardziej egzotyczne zwierzę niż wilk. Chyba że podróżowałbym z żubrem, ale nie takim w puszcze, albo butelce. Spakowałem namiot, licznik, elementy naprawcze dla Lupi i hulajnogi. Mam ze sobą kilka piłek do nogi. Niedawno przyjaciel Piotrek powiedział, że kiedy sprezentuje się komuś piłkę do nogi, należy też z nim/ z nimi pokopać, więc mam nadzieję na kilka emocjonujących meczyków.

Zabrałem ze sobą tylko jedną książkę, która jest dla mnie aktualnie ważna i wydaje się potrzebna, ale w zapasie jest również pokaźna półka audiobooków.

Relację z wyjazdu postaram się umieszczać na facebookowym oraz instgramowym profilu „Hulaj Krysiu”. Postaram się też zebrać materiał, aby skończyć książkę dla dzieci nad którą od pewnego czasu pracuję. To już prawie wszystko.


Z serca dziękuję Wszystkim, którzy zechcieliby wspomóc wyprawę wirtualną kawę w serwisie buycoffee: buycoffee.to/hulajkrysiu

Hulajnoga jest super (zdjęcie z Mozambiku, kwiecień 2024 roku)

Jedzie ze mną Lupi (zdjęcie wykonane w zeszłym roku w kwietniu w Tanazanii)

Dodaj komentarz