Polska biało-czerwoni, czyli jak z Krysią „walczyliśmy” z piknikami.

Podobno katar leczony trwa tydzień, a nieleczony siedem dni jak mówi stare porzekadło. Nasza przygoda z Katarem trwała niespełna dobę, jednak mimo to pobyt spowodował u mnie bóle głowy, podobne do tych których skutkiem mogą być zatkane zatoki.

Planując tegoroczny hulajnogowy wyjazd na Półwysep Arabski, początkowo nie miałem w zamiarze odwiedzić Kataru, planowałem zobaczyć Oman, Jemen i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Napięta sytuacja polityczna w Republice Jemeńskiej i konflikt pomiędzy ruchem „bojowników” Huti oraz zwolennikami prezydenta wyperswadował mi zakusy jazdy do Jemenu. W ramach małej rekompensaty postanowiłem polecieć do Kataru. Pewnego pięknego, zimowego wieczoru kupiłem bilet lotniczy a co tam, najlepszą ponoć linią lotniczą świata Qatar Airways z Szardży do Salalah przez Dohę, przesiadka w Dosze miała trwać 22 godziny. Ten czas chciałem wykorzystać na obejrzenie meczu szczypiornistów Polska-Rosja oraz zwiedzenie stolicy. Rezerwując bilet za około 400 zł, byłem zadowolony z takiej ceny. Tym bardziej, że bilet na mecz Polska-Rosja kupiłem za jedyne 30 zł (sektory trzeciej kategorii). Wejściówka uprawniała do bezpłatnej – kibicowskiej wizy do Kataru. Byłoby super, właśnie byłoby gdyby nie to, że kupiłem bilet nie na ten miesiąc w którym jechałem do Arabii, a na dwa miesiące później. Super promocja poszła więc w niepamięć a ja za przebukowanie nowego biletu zapłaciłem bodajże 40 albo 50 euro + różnica w cenie. Łącznie około 800 zł, czyli więcej niż bilet lotniczy Wilno-Dubaj-Warszawa, tamten kosztował mnie około 650 złotych. No trudno w końcu chodzi o mecz kadry narodowej, kiedyś byłem udzielającym się kibicem piłkarskim i wiem ile człowiek jest w stanie poświecić aby obejrzeć mecz ukochanej drużyny. Tym bardziej na nieprzyjaznym arabskim terenie. Musiałem tam być niezależnie od wydanych pieniędzy :-).
Lot z Szardży do Dohy trwał zaledwie godzinę a ja i Krysia mogliśmy podziwiać Dubaj – tym razem za dnia z samolotu, niesamowity widok swoją drogą. Lotnisko w Dosze jest ogromne i raczej mało arabskie, przetacza się przez nie codziennie ludzka mozaika kultur i narodowości. Słychać najróżniejsze języki, króluje oczywiście język polski i nie chodzi tutaj o moje rozmowy z pluszowym misiem tylko o merytoryczne dialogi, w stylu: „dawaj szybciej, k… mać”; albo: „wypier… ciapaty ch…”; „kup wódę, najeb… się z wieczora”.
Na lotnisku nie za bardzo potrafiłem dogadać się w sprawie darmowej wizy, więc powiedziałem że jestem członkiem drużyny narodowej, tak bynajmniej chciałem powiedzieć :-). Nie wiem czy stewardzi zrozumieli, ale po pięciu minutach miałem już w paszporcie pieczątkę oraz 21-dniową darmową wizę. To najważniejsze.
Kupiłem bilet miejski całodobowy na wszystkie linie autobusowe za równowartość 20 złotych i ruszyłem autobusem do centrum. Wiedziałem, że w Katarze będzie drogo a ja jako biały człowiek w czasie mistrzostw świata będę dla miejscowych handlarzy chodzącym bankomatem. W okolicach starego Suku zjadłem kanapkę za 8 złotych i wypiłem herbatę za złotówkę.

20150120_130451Nowoczesne centrum stolicy Kataru, zdjęcie wykonane w okolicach Suku

Później ponownie wsiadłem w autobus i wyruszyłem zwiedzać miasto, miałem pecha bo autobus wywiózł mnie i Krysię na rogatki, kiedy przymknęło nam się oko. Kierowca wyprosił mnie z autobusu w okolicach dużej hali warzywno-owocowej. Skoro już tutaj jesteśmy Krysiu, chodźmy na arbuza, powiedziałem – 8-kilogramowy owoc kosztował 15 złotych i smakował najlepiej na świecie. Do tej pory najbardziej lubiłem gruzińskie i rosyjskie arbuzy. Zrobiło się późno, więc pora było wracać do centrum. Nie jechał żaden autobus przez ponad godzinę, dlatego zdecydowałem, że pojedziemy taksówką. Wiedziałem, że w Katarze paliwo jest tanie jak woda to i „taryfa” też droga nie będzie – pomyślałem. Miałem racje za 30 minut jazdy zapłaciłem 17 złotych. Hala wyglądała imponująco i nie był to może taki „krzyk architektury” jak katowicki spodek ale mimo wszystko ładny i nowoczesny obiekt sportowy. Obszedłem arenę wokół i udałem się w stroną pobliskiego stadionu piłkarskiego.

DCIM100GOPROStadion piłkarski w pobliżu hali sportowej

Zrobiłem kilka zdjęć sobie i Krysi a następnie udałem się aby zająć dobre miejsce na hali, jak się okazało nie byłem w pobliżu tej hali co trzeba, Polska gra gdzie indziej. Szybko złapałem kolejną taksówkę i poprosiłem o podwózkę na inna halę, tym razem zapłaciłem 22 złote.

DCIM100GOPROTutaj niestety nie gra Reprezentacja Polski

Po chwili okazało się, że nie jest to również ta hala – do diaska! Jedziemy dalej. Zostały jeszcze dwie, kierowca nie wiedział gdzie gra Polska, więc losowo wskazałem na mapie kolejną halę, podjeżdżamy i okazuje się, że tutaj już byłem. Zdenerwowany poprosiłem o jazdę do innej, super jesteśmy w pobliżu kolejnej hali, mecz zaczyna się za 30 minut więc spokojnie zdążymy – zapłaciłem 21 złotych. Psia krew! to też nie ta hala, cóż do czterech razy sztuka, łapiemy kolejna taksówkę i jedziemy na ostatnią halę. Taksówkarz wydaje się być przyjazdy, miły – nie lubię takich okoliczności, wiem że będzie chciał ode mnie wyłudzić pieniądze. W Gruzji mawiają, że lepiej mieć córkę wykonującą najstarszy zawód świata, niż syna taksówkarza. Ale to nie istotne dowiózł nas za 45 złotych i poprosił o numer telefony, żeby odrzucić nas na lotnisko. Oczywiście podałem fikcyjny numer w końcu 45 złotych to stanowczo za drogo dla nas.

W okolicach areny słychać kibiców Reprezentacji Polski – „gramy u siebie, Polacy gramy u siebie”, jest nas tego dnia w Dosze około 200, może 300 osób to zdecydowanie więcej niż Rosjan, którzy w komitywie z Białorusinami stanowili grupę maksymalnie 30 osobową.
Doping dla Polski jest niestety nie najlepszy jak na tak dużą grupę, często okrzyki cichną w czasie kiedy szczypiorniści tracą bramki. Przestałem siedzieć z grupą polskich kibiców, kiedy pokłóciłem się z jednym z rodaków. Otóż przysłowiowy pan Janusz powiesił flagę w barwach Polski a na niej baner z nazwą zagranicznej firmy. Zwróciłem mu uwagę, że barwy narodowe trzeba szanować a nie przykrywać je nazwą korporacji. Niestety korpoludki krzyczeli na mnie, że nie mam pojęcia jakimi to oni są fanatykami. No tak w końcu firma sponsoruje im hotel, przelot, alkohol
(piwo w katarze jest bardzo drogie 🙂 ) i kto wie co jeszcze. Ja przyjechałem tutaj samemu płacąc oszczędności za bilet lotniczy i nawet nie stać mnie na tani hotel, więc będę spać na lotnisku, poza tym jestem na Półwyspie Arabskim z pluszowym misiem. Jednak dla mnie ten mecz to wydarzenie i chęć dopingowania piłkarzy a nie okazja do dobicia interesu za kilka tysięcy. Trudno sam poprowadzę doping- pomyślałem. Kiedy „zarzuciłem” solo: „Polska biało-czerwoni, bardziej ogarnięci kibice z podłapali i pieśń opanowała po chwili większość polskich gardeł. Polska wygrywa po dramatycznej walce mecz i zachowuje realne szanse na awans do 1/8 finału. To dobry zwiastun naszej wyprawy o przecież sportowym charakterze.

20150120_192645Kibice Reprezentacji Polski podczas meczu w Dosze

Wychodzimy z hali i z daleka widzimy szeroki uśmiech znajomego taksówkarza, który mówi: dzwoniłem do Ciebie, nie było syganłu. Nic dziwnego to przecież nie mój numer – pomyślałem. No trudno wieź mnie i Krysię na lotnisko tym razem kurs przebiegał przez nowoczesne centrum stolicy kosztował 63 złote.
Wydałem w Katarze sporą część budżetu, ale najważniejsze, że z poświeceniem dotarłem wraz z Krysią na wygrany mecz, Miłości do Polski nie należy liczyć w kilometrach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s